Rozważania z Drogi Krzyżowej

4 marca br nasza wspólnota animowała parafialną drogę krzyżową. Rozważania oparte o Księgę Izajasza, przygotowała  diakonia Słowa i Rozeznania. Ponieważ nie wszyscy mogli uczestniczyć w nabożeństwie, więc tekst rozważań umieszczamy na naszej stronie.

Wstęp

Starotestamentowy prorok Izajasz opisuje mękę i śmierć Cierpiącego Sługi Pańskiego. Niezwykle sugestywny opis podany przez proroka jest zapowiedzią męki i śmierci Chrystusa. To własnie w Chrystusie wypełnia się proroctwo spisane w Księdze Izajasza. To w Chrystusie odnajdujemy zapowiedzianego przez proroka Cierpiącego Sługę Pańskiego. To Chrystus jest tym, który uniżył samego siebie aż do śmierci, a była to śmierć na Krzyżu. Niech słowa proroka Izajasza prowadzą nas w dzisiejszych rozważaniach.

Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który Mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze Mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do Mnie! (Iz 50, 6-8)


Stacja I: Jezus na śmierć skazany
Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby [były] czerwone jak purpura, staną się jak wełna. Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać. Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi”. Albowiem usta Pańskie [to] wyrzekły. (Iz 1,18-20)

Wyobraź sobie Jezusa, który stoi przed Piłatem i nie odpowiada na zarzuty, ale mówi do Ciebie: zrzuć na mnie swoje winy, a ja je wybielę i oczyszczę cię z nich. Pomyśl o tym wszystkim, co czyni cię nieczystym, pomyśl o tym, co czyni cię brudnym. Pomyśl o winach, które obciążają twoje serce, plamią twoje dłonie, kładą się cieniem na twoim umyśle. Twoje grzechy są przekleństwem twojego życia, zadajesz innym i sobie cierpienie, zabijasz nadzieję; odwracasz się od Boga i drugiego człowieka, zabijasz wiarę; stajesz się samotny, zabijasz miłość. Nie chcesz zła i jego piętna – oddaj je mnie. Nie chcesz ponosić winy – zrzuć ją na mnie, nie chcesz ponosić kary – obarcz nią mnie. Osądź mnie – chcę być osądzony zamiast ciebie. Sprawdź mnie – poddaj mnie próbie sądu i kary. Uwierz mi – stanę na twoim miejscu i przyjmę zło, którego doświadczasz, które dostajesz od innych i które dajesz innym. Uwierz mi – będę wierny tobie, nie zaprę się ciebie. Uwierz mi – oczyszczę cię z twoich win, zabiorę twoje grzechy. Uwierz mi – wysłucham wyroku na ciebie, poniosę twoją karę. Uwierz mi, przyjmuję wyrok śmierci, który miałeś ty usłyszeć.

Panie, Ty obnażasz nasze grzechy i winy, Ty pokazujesz nam nasze słabości, naszą pychę. Tobie oddajemy wszelkie przewinienia, które przesłaniają nam Twoje oblicze i prosimy, nie pozwól nam już więcej oceniać pochopnie.

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. (Iz 53,4)

Pan Jezus dobrowolnie przyjął krzyż i Mękę. Mógł zbawić siebie jednym gestem swojej woli, ale wybrał ten tak bardzo poniżający sposób. Zrobił tak, żebyś Go nie przeoczył, żeby zapaść ci w pamięć. Świat widzi w nim przegranego, bo nie pokazał władzy, bo nie dał łatwych rozwiązań, nie wykorzystał słabości swoich prześladowców, ale przyjął kaźń, którą dla Niego uszykowali. Jezus pokazał nam najdoskonalszą drogę. Drogę, która jest drogą pokory, a nie przemocy, drogę pomocy, a nie wyzysku. Przyjmując krzyż dał nam największy dar: uwolnienie od naszych cierpień i grzechów. W ten sposób zbawił nas, ale też pokazał, jak zanosić zbawienie innym: nie przemocą, ale zaproszeniem. Przez uwolnienie, uzdrowienie, braterstwo. Pan Jezus cały czas prosi, żebyśmy uczyli się od niego. Jeżeli wyznamy Go naszym Panem – otrzymamy przebaczenie i uwolnienie. Jeśli chcemy, żeby On był naszym Panem, to jak powiedział św. Paweł: Jeden drugiego brzemiona noście. Wtedy sprawimy, że „Królestwo nie z tego świata” zacznie się na tym świecie stawać. Jezus mówi do ciebie: Zabieram krzyż przeznaczony dla ciebie. Oddaj go mnie. Chcę stanąć pomiędzy tobą, a twoimi oprawcami. Obelgi i ciosy, które miały na ciebie spaść, spadną na mnie. Pragnę, byś przestał czynić zło, wybierz drogę miłości i pokory. Grzechy przynoszą przekleństwo, nakładają znamię śmierci. Wybierz moją drogę. Pójdź za mną.

Panie, przebacz nam naszą zuchwałość. Mimo, że ciągle Cię ranimy, Ty sam, z miłości do nas, ofiarowujesz się za nas, dobrowolnie zgadzasz się na tak nieludzkie traktowanie. Mimo naszych grzechów wziąłeś krzyż, abyśmy otrzymali przebaczenie i uwolnienie. Panie, uwolnij nas!

Stacja III: Pierwszy upadek pod krzyżem

Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. (Iz 52,13)

Bóg Ojciec podnosi z upadku. Chcielibyśmy być niezwyciężeni, ale grzechy pokonują nas. Zabijają naszą miłość i marzenia i uczą nas, że jesteśmy skazani na przegraną. Są jak ciężary pozwalające tylko trochę oderwać się od ziemi, tylko nieznacznie posunąć się do przodu. Obciążając nasze ręce sprawiają, że znacznie łatwiej zranić drugiego człowieka. Obciążając nasze stopy sprawiają, że cały czas zsuwamy się ku przepaści. Przyciskając nasz kark do ziemi sprawiają, że widzimy tylko brud, patrzymy na świat tylko przez pryzmat swoich interesów, nie dostrzegamy serc ludzi wokół, nie dostrzegamy Serca Boga. Tymczasem Serce Boga pragnie żebyśmy byli zupełnie inni. Byśmy marzyli o miłości i spełniali to marzenie każdego dnia. Żebyśmy stali dumnie wyprostowani jako dzieci Boże i dziedzice Królestwa Bożego. Byśmy szli niosąc miłość i Dobrą Nowinę. By nasze ręce błogosławiły, niosły uzdrowienie i wolność. Aby każdy nasz krok zbliżał nas do Nieba. Byśmy spoglądali w Jego kierunku, podziwiali Go i piękno Jego stworzeń. Tylko trzeba zaprzeć się samego siebie. Tylko trzeba powierzyć Mu swój umysł i serce. Tylko trzeba podnosić się mozolnie z każdego upadku. Tylko trzeba szukać Jego woli i szukać Jego słów, by powtarzać je innym. Tylko trzeba brać jarzmo i ciężar swój i bliźniego i uczyć się od Jezusa. Tylko trzeba ćwiczyć swoje dłonie, by były jak dłonie Boga Ojca. Tylko trzeba pozwolić Duchowi Bożemu przemieniać nasz umysł by być cichym i pokornym sercem. Wtedy pozwolimy by Bóg podniósł nas z upadku.

Jezu, Ty upadasz pod ciężarem naszych lekceważeń i pogardzeń, lecz mimo tak wielkiego trudu, wstajesz by pełnić wolę Ojca; dajesz nam przykład. Panie, pomóż nam pojąć sens upadku. Spraw, abyśmy nie zapominali, że ten wysiłek prowadzi nas do zbawienia.

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli? na kimże się ramię Pańskie objawiło? (Iz 53,1)

Kto uwierzy? Tylko Maryja wierzy w pełni i zawsze. Tylko Ona przylgnęła do Serca Pana Jezusa w pełni i bezwarunkowo. Serce Boga ogrzewa i umacnia jej Serce. Serce Matki zawsze jest przy Synu – przez wiarę. Gdzie jest twoje serce? Czego ono pragnie i szuka? Czym karmi się i umacnia? Niech miłość Boża będzie dla ciebie największym skarbem, bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mt 6,21). Złóż swoje serce w Jezusie – On ma w sobie życie wieczne i pokój na wieki. Maryja nigdy nie traci wiary i zaufania. Zachowuje w sercu każde Słowo Boga. Rozważa je, karmi się nim i umacnia. Ono pozwala Jej przetrwać w wierności i zaufaniu ciężkie chwile. Chwile najtrudniejsze – Męki i śmierci Jej Syna. Zaufanie, że Bóg jest zbawicielem pomoże Tobie wyjść z każdej, nawet najcięższej, próby życiowej.

Wiara, którą ma Maryja pozwala Jej przetrwać Golgotę. Jej wiara stawia ją ponad brutalność i wulgarność oprawców Jezusa. Jej wiara Jezusowi jest owocem odpowiedzi "fiat", ale jest też darem Boga. Jest obecnością Boga w Jej życiu, na którą Ona się zgadza. Przez wiarę dotyka i ogląda Boga, nigdy nie jest sama, On jest zawsze z nią. Bóg wyciąga rękę do ciebie i mnie.

Uczmy się od Maryi odpowiadać Bogu tak nawet gdy nie widzimy sensu, także wtedy, gdy wydaje nam się, że wiemy lepiej niż Bóg. Uczmy się od Maryi przyjmować Słowo Boże i zachowywać je w sercu. Zachowywać nie jak w szkatule zamkniętej na klucz, ale uczynić z Bożej obecności w naszym wnętrzu mechanizm, który będzie poruszał nasze myśli, decyzje, słowa i czyny. Zaryzykujmy, by Słowo Boże dotknęło naszej rzeczywistości. Nie bójmy się, że okaże się zbyt słabe albo nieprzystające. Bogu nie zabraknie mądrości ani delikatności, nie okaże się zbyt słaby, ani zbyt mało pomysłowy.

Maryjo, Matko nasza, umacniaj nas w wierze, bądź z nami w chwilach słabości, ucz nas wiary i wierności, ucz nas niezłomności i wytrwałości w trwaniu przy Chrystusie, Twoim synu. Rozpal nasze serca żywą miłością, miłością Boga samego. Módl się za nami.

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. (Iz 53,2a)

Jezus z trudem dźwiga krzyż. Wokół Niego tłum żądny krwi i bezduszni żołnierze o kamiennych sercach. Znikąd pomocy. Nagle przed Jezusem pojawia się człowiek skłonny Go wesprzeć. Szymon szedł swoją drogą. Wracał zmęczony z pola, nie szukał Jezusa. Został zmuszony, aby razem z Bogiem nieść krzyż. Tragiczne okoliczności sprawiły, że mógł spotkać Jezusa i odpowiedzieć Mu. Zdarzają się w życiu sytuacje złe, na które nie możemy się zgodzić. Na każde zło mamy z pewnością zawsze odpowiadać dobrem. Czy uczynisz to z sercem żarliwym, czy pod przymusem jak Szymon Cyrenejczyk? Czy wierzysz w to, że miłosierdzie jest zawsze najlepszą odpowiedzią? Czy uczysz się kochać mądrze?

Gdy na twoich ramionach spoczywa krzyż – pamiętaj, że nie musisz nieść go sam. Tak jak Szymon Cyrenejczyk pomógł dźwigać krzyż Panu Jezusowi, tak Pan Jezus chce pomóc Tobie dzisiaj nieść twój krzyż. Chrystus przecież bardziej niż Szymon Cyrenejczyk pragnie pomóc i dba o to, abyś nigdy pod ciężarem krzyża nie upadł. Nie pod przymusem, ale zawsze z troską pomaga tobie wstać po twoich upadkach. Dzięki mocy Chrystusa krzyż przestaje być tylko narzędziem kaźni, ale staje się narzędziem zbawienia. Kto chce żyć wiecznie musi przejść swoją drogę krzyżową. Ale nie sam, tylko z Jezusem. Umierając w trudach codzienności w Nim, mamy nadzieję otrzymać od Niego nowe życie. Krzyż z drzewa hańby i śmierci staje się życiodajnym drzewem. Nowym drzewem rajskim, pod którym ludzie znów mogą spotkać się z Bogiem twarzą w twarz.

Panie, zmuszaj nas do pomocy innym, zmuszaj nas do szukania Ciebie. Spraw, abyśmy świadomie dźwigali swoje cierpienia razem z Tobą. Chcemy być w każdej chwili gotowi na przyjęcie krzyża, pomagać drugiemu szczególnie wtedy, gdy nie będzie miał znikąd pomocy; przecież cierpienie zawsze pojawia się nagle.

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi

Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. (Iz 53,2b-3)

W czasie swojej ziemskiej działalności Jezus był zbyt pogodny, zbyt wymagający, a może zbyt szczery. Teraz podczas swojej Męki jest zbyt okaleczony byśmy chcieli zaprosić Go do swojego życia. Człowiekowi, którego prawdziwym skarbem są dobra doczesne zawsze coś w Jezusie przeszkadza. Jezus wyrasta ponad nasze ludzkie, ograniczone oczekiwania. Nawet w momencie, gdy postanowiliśmy pozbyć się Go spośród nas, jest zbyt bliski i podobny nam.

Odrażający i zhańbiony wygląd Jezusa staje się wymówką, by się od Niego odwrócić. Naszymi grzechami sprawiamy, że Jezus staje się zbyt brzydki, byśmy zechcieli za Nim pójść. Nasza wrażliwość, poczucie estetyki, postawa kompromisu ze złem zamykają nasze oczy na człowieczeństwo poniżonego Jezusa. Przestaje być dla nas Drogą. Czy tak będzie zawsze? Nie! Weronika chce po prostu ulżyć Jezusowi, wyciera Jego twarz, a w zamian za to otrzymuje Jego oblicze dla siebie. Weronika swoim prostym ale i odważnym gestem ponownie odkrywa człowieczeństwo potępionego. Jej gest stanowi zapowiedź zwycięstwa Jezusa nad śmiercią i przywrócenia nam piękna dzieci Bożych. Jej gest stanowi świadectwo oddawania czci Jezusowi nawet w sytuacji, która może wydawać się skrajnie niesprzyjająca. Dla Jezusa nie ma jednak sytuacji zbyt trudnej, by pokazać człowiekowi swoje kochające oblicze. Jeżeli pomożesz bliźniemu tak jak Weronika – pomożesz samemu Jezusowi. Być może nie otrzymasz za to żadnego materialnego wynagrodzenia, ale otrzymasz największy skarb – będziesz mógł oglądać Jezusa.

Panie, Ty jesteś naszym mistrzem i nauczycielem, nie pozwól nam błądzić i grzeszyć, abyśmy nie zasmucali Twojego oblicza. Prosimy Cię, udziel nam łaski dostrzegania tych, którzy są znieważani i poniżani, abyśmy potrafili dać im ulgę w cierpieniu.

Stacja VII: Drugi upadek pod krzyżem

Jak wielu osłupiało na Jego widok - tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi (Iz 52,14)

Pan Jezus upada po raz drugi. Zbite, umęczone torturami ciało odmawia już posłuszeństwa. Jezus głucho pada na ziemię przygnieciony ogromem ciężaru krzyża. Teraz słychać tylko Jego ciężki oddech. Wokół tłum ludzi osłupiałych tym widokiem. Nie spodziewali się tego. Wpatrują się w leżące pod krzyżem ciało, tak zniekształcone od bólu i cierpienia, że aż niepodobne do człowieka. Co teraz myślą? Czy się litują? – „Jakiż On umęczony?”. Czy są zawiedzeni? – „Jak to, już nie da rady? To już koniec?”. A może nie widzą już nadziei? – „Nie ma już nadziei! On już nie wstanie!” A może twój krzyż przygniótł Ciebie kolejny raz do ziemi? Tak, że ledwie możesz oddychać. Znowu byleś samotny, bo nikt Ciebie nie zauważył. Znowu usłyszałeś wyzwiska od ludzi, którzy Cię nie szanują. Choroba, która przyszła ponownie. Grzech - ten sam który ciągle powraca. Jesteś umęczony twoim krzyżem. Może myślisz, że nie ma już żadnej nadziei na zmianę tej sytuacji. Jezus wie co przeżywasz. I chce być z Tobą blisko w twoim utrapieniu, w twoim poczuciu beznadziei. To On chce być dla Ciebie nadzieją. Pragnie, abyś uchwycił się Go mocno. Właśnie dlatego leży teraz na ziemi pod krzyżem, abyś mógł to zrobić. Czeka na Ciebie, aby już razem z Tobą powoli wstać i byście mogli pójść dalej. Od teraz razem z Tobą będzie niósł także twój krzyż. On czeka na Ciebie, wesprzyj się na Nim.

Panie, tyle już wycierpiałeś, a my ciągle dorzucamy Ci ciężaru i bólu. Spraw, abyśmy nie tracili nadziei. Nigdy. Mimo trudnych sytuacji. Ojcze, dodawaj nam sił, aby iść dalej, tak jak Jezus znalazł siły, by podnieść się po raz drugi.

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty

Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (Iz 53,6).

Jezus uczy nas, że idąc za głosem egoizmu i za swoimi zachciankami – pobłądzimy. Ale Jezus czeka na nas nawet przy drodze grzechu i mówi: „Nawróć się i pójdź za mną!”. Nie ma w życiu nikogo z nas drogi zupełnie samotnej. Nieważne, jak bardzo błądzimy i ile krzywd wyrządziliśmy – Jezus zawsze czeka. On nie traci nadziei co do ciebie, jak mówi prorok Izajasz „nie złamie trzciny nadłamanej, ani nie zgasi knotka o nikłym płomyku”. On nigdy ciebie nie skreśli, nigdy nie zgodzi się na to, by zaprzestać prób ratowania twojego życia. Nigdy nie będziesz stał zbyt daleko by Jezus ze swoim krzyżem mógł przyjść do ciebie.

Jezus nie przychodzi do ciebie szukać litości, nie chce wywoływać tanich wzruszeń. Jezus do twojej słabości chce przyłożyć swoją miłość. Nie po to, aby cię poniżyć, ale abyś zapragnął Jego pomocy. Jezus mówi płaczącym kobietom, aby nie płakały nad tym co zewnętrzne: Jego ranami, a może niesprawiedliwym losem, ale nad tym, co Jego rany i niesprawiedliwy los wywołało, czyli grzechami, które są we wnętrzu każdego z nas.

Taka decyzja wymaga od nas czegoś więcej niż tylko powierzchownej pobożności. Jezus chce działać w twoim wnętrzu – chce mówić do twojego serca. Podejmij z Nim rozmowę. Rozmowę o Jego woli i twojej woli. Odrzuć zasłonę powierzchowności, pozwól, by Jezus dotykał twojego wnętrza. Weź swoje słabości i idź z nimi jak z krzyżem razem z nim drogą krzyżową. Zdaj sobie sprawę z tego, jak bardzo Bóg się zaangażował, by odzyskać ciebie. To znaczy „zapłacz nad swoimi grzechami”.

Panie, nie chcemy błądzić i chodzić swoimi drogami! Chcemy iść za Tobą, trwać przy Tobie i słuchać Twojego słowa. Płaczemy, bo jesteśmy grzeszni i nie potrafimy wytrwale pełnić Twojej woli. Boże, prowadź nas.

Stacja IX: Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

(..) mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. (Iz 52,15)

Jezus kolejny raz upada. I kolejny raz bardzo powoli, z mozołem dźwiga krzyż i wstaje. Wstaje, by iść dalej i nieść krzyż aż na Golgotę. Przecież On idzie na śmierć! To co Go czeka jest straszniejsze, bardziej bolesne, niż to co przeżył do tej pory. Dlaczego zatem On powstaje, przecież wie co Go jeszcze czeka?

Czyż to nie zdumiewające, że Jezus powstaje z każdego upadku? Ale jak On to robi? I po co? Przecież Ty codziennie walczysz z przeciwnościami, starasz się jak możesz, biegniesz przez życie by stać się królem życia. Czasami jesteś ważną osobą i musisz podejmować tyle decyzji, tysiące myśli przebiegają każdego dnia przez głowę. Pędzisz coraz szybciej i szybciej…

Zatrzymaj się, pozostaw to na chwilę. Porzuć wszelkie myśli, zawrzyj usta, by choć teraz trwać w ciszy. Spójrz na Jezusa, który powstaje z trudem kolejny raz. Spójrz w Jego oczy, które szukają twojego spojrzenia. Usłysz słowa, które mówi do Ciebie Jezus: Czyż nie rozumiesz moje dziecko, że robię to dla Ciebie? Że wstaję po to, aby Ciebie zadziwić? Aby w ten sposób zatrzymać Ciebie w pędzie życia? Dla Ciebie idę na Golgotę. Wiem, że jesteś zabiegany. Że codziennie toczysz walkę o dobry byt twój i twojej rodziny. Że masz poczucie, iż życie przelatuje Ci przez palce. Że na wszystko brak Tobie czasu. Oddaj mi i to moje dziecko. Wezmę i to twoje utrapienie na Golgotę.

Boże, Ty nas zadziwiasz swoim oddaniem, swoją mocą. Daj nam zdolność dostrzegania Twoich dzieł, abyśmy podnosząc się z naszych upadków za każdym razem wpadali w zdumienie. Pragniemy Cię naśladować w dźwiganiu krzyża i podnoszeniu się z naszych słabości.


Stacja X: Jezus z szat obnażony

Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. (Iz 53,7)

Zło chce pokazać człowieka jako przegranego, który nie rokuje już żadnych szans. Zło chce zredukować człowieka do roli kawałka mięsa, z którym można zrobić to, co się chce. Tłum gapiów zgromadzony wokół drogi krzyżowej Pana być może szukał rozrywki: obejrzeć cudze słabości i niedomagania, wyśmiać je. Przez chwilę poczuć się szczęściarzem ominiętym przez okrutny los. Ci ludzie nie widzieli prawdziwego Jezusa. Inni może przyszli szukać sprawiedliwości: buntownik chcący zaburzyć z trudem wypracowany kompromis zostanie wyeliminowany. Ten złoczyńca otrzyma należną sobie zapłatę – sam się prosił, sam sobie winny. Poszukujący tak rozumianej sprawiedliwości minęli się tego dnia z Bogiem. Inni z kolei chcieli przypieczętować swoją władzę: zamknąć Mu usta, zakneblować ręce. Cieszą się chwilą iluzji, że zwyciężyli Boga, zaprzeczyli Jego potędze. Krótka będzie ich satysfakcja. Tymczasem Jezus pozwala zedrzeć z siebie ubranie, a raczej to, co z tego ubrania zostało. Razem ze strupami, strzępami skóry, znów do krwi. Zdzierający ubranie z Jezusa ranią nie tylko Jego ciało, ale i godność. Odzierają z naturalnego wstydu właściwego każdemu człowiekowi. W tym momencie Jezus jednoczy się ze wszystkimi ludźmi odartymi z godności. Swoim nagim Ciałem broni wystawionych na pośmiewisko, tych najuboższych, potępionych przez społeczeństwo i odrzuconych przez nie na margines. Jezus swoim pohańbionym Ciałem zasłania twoją hańbę. Jezus swoim poranionym Ciałem osłania ciebie przed kolejnymi ciosami. Jezus bez walki oddaje się swoim oprawcom. Idzie przelać własną Krew za ciebie. Idzie oddać swoje Ciało na ofiarę. Zupełnie dobrowolnie oddaje swoje życie za ciebie. Bylebyś tylko ty został uratowany. Bylebyś tylko ty był zbawiony.

Panie, Ty w milczeniu przyjmujesz nasze grzechy, cierpliwie czekasz na nasze nawrócenie; tak bardzo nas ukochałeś. Boże przeszyj nas tą ciszą, tym milczeniem, abyśmy doznali łaski nawrócenia.


Stacja XI: Jezus do krzyża przybity

Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.(Iz 53,5)

Żołnierze zaczynają egzekucję. Na ziemi leży drewniany krzyż. Kładą na nim zbolałego, wykończonego Jezusa. Jeden z żołnierzy trzyma ciężki młot. Drugi z długimi gwoździami podchodzi do Jezusa. Bierze niemal bezwładną rękę i przykłada do drzewa, dokłada gwóźdź. Młot zawieszony w górze spada i uderza w gwóźdź. Powietrze przeszywa metaliczny dźwięk. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Ręka dygoce z bólu. Teraz druga. I znowu ten metaliczny dźwięk. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Żołnierz podchodzi do stóp Jezusa. Nakłada jedną na drugą przykłada gwóźdź. I znowu ten metaliczny dźwięk. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Żołnierze przeciągają liny pod krzyżem i z wielkim wysiłkiem stawiają go do pionu. Teraz krzyż góruje nad Golgotą. Jezus wywyższony na krzyżu. Spójrz na Niego. Oskarżałeś Go, skazałeś na śmierć, zrzuciłeś na Niego swoje grzechy i winy. Przeszedł długą drogę, na której mogłeś go spotkać osobiście. A teraz wisi na krzyżu, został do niego przybity razem z twoimi winami i grzechami. Ale jest coś niezwykłego w tym widoku. Jezus ma otwarte ramiona. Przybite do krzyża, ale wciąż otwarte ramiona Boga. Bóg ma zawsze otwarte ramiona dla Ciebie. Nigdy ich nie zamknie. Nigdy nie zrezygnuje z miłości do Ciebie. „I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”. Nawet teraz, gdy wisi na krzyżu pragnie obdarzyć Ciebie miłością. Podejdź do krzyża, zobacz Jego rany, w których jest twoje uzdrowienie.

Jezu, Ty nad życie nas ukochałeś, a my Cię skazaliśmy, odrzuciliśmy z pogardą. Spraw, abyśmy docenili Twoje poświęcenie i zrozumieli swój błąd. Spraw, abyśmy nie dobijali już przybitych gwoździ. Panie, opamiętaj nas.

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie” (Iz 53,10)

A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: „Wykonało się!” I skłoniwszy głowę oddał ducha. (J 19, 30) Śmierć jest kulminacją. Jezus został zmiażdżony cierpieniem, szyderstwami, ciężarem krzyża. Pogardzony, odrzucony przez swoich, wydany w ręce pogan, odarty z godności. Wykonało się! Wyrok śmierci został wykonany. I wydawać by się mogło, że już nic więcej się nie wydarzyło. Spójrz na umęczone ciało Jezusa wiszące na krzyżu. Spójrz na Tego, który pokornie oddał swoje życie na ofiarę za twoje grzechy. Spójrz na Sprawiedliwego, który został niesłusznie skazany i zamordowany rękami bezbożnych. Jezus w ostatnich słowach powiedział: „Wykonało się!”. Spójrz jeszcze raz na Tego, który wypełnił wolę Ojca. Ojca, który pragnie pojednania z każdym z nas. Który pragnie obdarować każdego z nas miłością. Śmierć Jezusa jest kulminacją. Jest kulminacją Bożego planu zbawienia i Bożego Miłosierdzia, które wytrysnęło z przebitego boku Jezusa na cały świat. Pragnienie Boga obdarowania stworzenia miłością dopełniło się w śmierci Jezusa. Ta śmierć jest zwycięstwem. Jest nowym początkiem. Zbawienie dokonało się. Boża miłość zatriumfowała. Bóg pojednał się ze swoim ludem poprzez śmierć Jedynego Syna. Syna, który z miłości do każdego z nas wydał siebie jako ofiarę dla Boga. Za Ciebie i za mnie, aby nikt z nas nie umarł z powodu grzechu, ale aby każdy miał życie wieczne w Chrystusie.

Przyjdź do Jezusa. Zanurz się w Jego Miłosierdziu. Pozwól, aby obdarował Ciebie zbawieniem.

Jezu, przez Twoją śmierć dokonało się nasze odkupienie, spełniła się wola Ojca. Twoja śmierć jest kwintesencją Twojej miłości do nas. Ty wziąłeś na siebie nasze winy i usprawiedliwiłeś nas. Panie wybaw nas.

Stacja XIII: Jezus z krzyża zdjęty

Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć. (Iz 53,8)

Pod krzyżem stoi już tylko Maryja i kilka najbliższych osób. Tłum gapiów upojonych okrucieństwem rozchodzi się. Znieczuleni na cierpienie odchodzą zapominając o Jezusie. Nie idź za tłumem! Zostań z Maryją i umarłym Jezusem!

Jezus zdjęty z krzyża zostaje złożony w ręce Matki. Maryja obejmuje z czułością swoje dziecko. Dotyka Jego ran chcąc je ukoić. Dotyka poranionej i zakrwawionej głowy. Ociera z twarzy ślady Męki, aby jeszcze raz ujrzeć Jego oblicze. Jej serce ściska się na widok każdego siniaka, każdej rany na ciele Syna. Maryja cały czas jeszcze przeżywa Mękę Jezusa. Jej serce jest pełne czułości i litości. Ulituj się nad umarłym Jezusem. Nie pozwól sobie zapomnieć o ofierze, jaką poniósł dla Ciebie. Nie pozwól sobie zapomnieć, że to za twoje grzechy Jezus umarł na krzyżu. Nie pozwól, aby obojętność na niesprawiedliwość, na cierpienie, na samotność, na innych ludzi zawładnęła twoim sercem. Trwaj przy zbolałym sercu Maryi. Ucz się od Niej jak być czułym na ludzką krzywdę. Tą najmniejszą, którą tak łatwo przeoczyć w dzisiejszym świecie nasyconym okrucieństwem. Trwaj przy Maryi, która pielęgnuje umęczone ciało Jezusa. Ucz się od Niej litości, troski, czułości. Zobacz jak wielu ludzi jest dziś odrzuconych, ubogich, poranionych, umęczonych życiem i nikt ich nie dostrzega. Oni potrzebują Ciebie, twojego serca, które będzie jak serce Maryi. Zdejmując Jezusa z krzyża złóż Go w swoim sercu.

Panie, nie pozwól nam już więcej zapominać o Tobie. Prosimy Cię nie pozwól nam zatracać się w naszych słabościach, podczas gdy Ty oddałeś za nas najwyższą ofiarę. Jezu, przemień nas.

 

Stacja XIV: Jezus do grobu złożony

Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało.(Iz 53,9)

Po jednej i po drugiej stronie Jezusa ukrzyżowano także dwóch złoczyńców. Jezus umarł między łotrami. Teraz Jego ciało złożono jest do grobu, który ofiarował mu bogacz. Do ciemnej pieczary wykutej w skale wniesiono ciało Jezusa owinięte w płótna a wejście do grobu zamknięto olbrzymim kamieniem. Tyle różnych osób spotkało dziś Jezusa w trakcie Jego drogi krzyżowej. Tyle różnych osób oglądało Jego Mękę. Osób różnych stanów, różnego pochodzenia, ubogich i bogatych, złoczyńców i dobrze czyniących. A Ty za kogo się uważasz? Czy w twoich oczach bliżej Ci do łotra czy może do bogacza? To nie ma żadnego znaczenia. Jezus pragnął spotkać się z Tobą bez względu na to kim jesteś. On przyszedł na ten świat po to, aby dla Ciebie umrzeć, aby dla Ciebie zostać złożonym do grobu i dla Ciebie też zmartwychwstanie. Jezus pragnie być obecny w twoim życiu, w twojej codzienności bez względu na to jaka ona jest. Pragnie zmartwychwstać w twoim życiu, dla Ciebie, abyś mógł doświadczyć wolności, przebaczenia, miłości, miłosierdzia. Chce ofiarować Tobie zbawienie, które już się dokonało na krzyżu. Jezus na Ciebie czeka. Powierz mu swoje życie, oddaj mu siebie samego.

Jezu, choć wciąż jesteś przez nas tak lekceważony i raniony, Ty wciąż nas kochasz, każdego z nas – grzeszników. Jesteśmy Ci wdzięczni za tę miłość i poświęcenie. Panie uświęć nas.

 

Zakończenie

Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami. (Iz 53, 12)

 

Polecamy:

Katolicki Dwumiesięcznik Ewangelizacyjny Miłujcie się! Dwumiesięcznik Odnowy
Free business joomla templates